wtorek, 31 sierpnia 2010

Jak zachować światło?

Pewien rycerz, który uczestniczył w wyprawie krzyżowej, postanowił przynieść do swego rodzinnego miasta świecę zapaloną u grobu Jezusa Chrystusa. Postanowienie to tak zmieniło jego życie, że z szukającego zaczepki wojaka stał się człowiekiem spokojnym i życzliwym dla wszystkich.

Z bijącym sercem przystąpił do realizacji swego postanowienia. Zdawał sobie sprawę, że to czego się podejmuje, nie jest rzeczą łatwą. Wiedział, że nie można przewidzieć wszystkiego, co może się wydarzyć w drodze. Podróżowanie w owym czasie było długie i niebezpieczne, dlatego przeżył on wiele przygód, których tutaj nie ma potrzeby wymieniać. Wspomnijmy tylko jedną.



Został napadnięty przez rozbójników, mógł się bronić, był przecież rycerzem. On jednak, myśląc o swoim postanowieniu, nie sięgnął po miecz, lecz przysiągł im, że wszystko odda dobrowolnie: zbroję, konia i pieniądze, ale oni nie mogą zgasić jego świecy. Oczywiście, że rozbójnicy przystali na taką propozycję. Kiedy po wielu dniach podróży wchodził do swego rodzinnego miasta Florencji, ludzie nie rozpoznali w nim wielkiego rycerza.

Przechodnie myśleli, że to człowiek szalony, bo całym ciałem osłaniał płomień świecy przed podmuchami wiatru.

Wreszcie osiągnął swój cel: od jego płomienia zapłonęły wszystkie świece na głównym ołtarzu katedry Florencji.

- Co trzeba zrobić, aby w czasie tak długiej i niebezpiecznej podróży, nie zgasł płomień świecy? - zapytał ktoś z tłumu rycerza.

- Ten mały płomyk wymaga - powiedział - tylko jednego: ani na chwilę nie można poczuć się pewnym.



Można przebyć szczęśliwie wiele niebezpieczeństw, lecz nie można ani na chwilę zapomnieć, iż w następnej sekundzie może pojawić się nowe niebezpieczeństwo, które zniszczy cały dotychczasowy wysiłek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz